9 marca urodzili się
- Go-Nijō, cesarz Japonii
- Amerigo Vespucci, włoski kupiec, nawigator i podróżnik morski
- Phoebe Knapp, amerykański kompozytor, autor hymnu Stanów Zjednoczonych
- Hugo Koch, holenderski wynalazca, twórca maszyny do szyfrowania Enigma
- Stanisław Czajkowski, polski malarz
- Wiaczesław Mołotow, radziecki polityk, działacz partyjny, minister spraw zagranicznych
- Lechosław Marszałek, polski reżyser filmów animowanych, m.in. serialu Bolek i Lolek
- Jurij Gagarin, radziecki kosmonauta, pierwszy człowiek w kosmosie
- Bobby Fischer, amerykański szachista, arcymistrz, mistrz świata
a z nowszych (bo Fischer urodził się w 43.) mamy kilka postaci niezbyt znanych, jak i znanych, ale mocno średnio wartych zaznaczenia (typu Kinga Rusin) – i za nimi sami sportowcy. Im młodsi, tym bardziej sportowi. Możemy pobawić się w wyciąganie wniosków i stwierdzić, że w dzisiejszych czasach – aby zostać szybko odnotowanym w kartach historii – najlepiej jest zostać sportowcem. Ja mam większe aspiracje – choć wiem, że szybko to się nie stanie – chciałbym zostać królem Polski.
Nie chodzi jedynie o płaszcz królewski, tron królewski, berło królewskie, pałac królewski, uczty królewskie, o nie.
King in the castle, king in the castle!
I have a chair, I have a chair!
Go do this, go do this, king in the castle!
Nie chcę też władzy. W zasadzie nie chcę władzy w ogóle. Władza jest o tyle kiepska, że zabiera całą esencję z kierowania ludźmi – bo zamiast widzieć, jak ludzie zaczynają rozumieć, jak sami pchają się do przodu przy okazji napędzając wszystko dookoła – widzimy ludzi, którzy robią pod przymusem.
Robić pod przymusem bardzo nie lubię, dlatego chciałbym zostać królem. Jak mówi stosunkowo świeże powiedzonko, “zajebisty jak król“, król jest zajebisty, a skoro jest zajebisty, to nie ma nikogo ponad nim -> królowi nikt nie rozkazuje, król nie musi robić pod przymusem. Do tego mógłbym robić to, co bardzo lubię robić, czyli tworzyć zupełnie bezużyteczne idee, jak np. myślenie o tym, co bym robił, gdybym był królem Polski – z tą drobną różnicą, że król może w zasadzie bardzo wiele, jeśli nie wszystko (zważając na dzisiejszą rolę Boga w życiu człowieka – to raczej wszystko), a co za tym idzie – mógłbym te idee urzeczywistniać. I wtedy powstawałyby dwudziestogodzinne filmy o papieżu, Jezusie, końcu świata i Billu Cosbym jako “głównym złym”. Na każdej ulicy zostałyby zamontowane głośniki – orwellowsko trochę, co? nie do końca, bo – i leciałaby z nich muzyka miła, przyjemna, i tylko w zasadzie muzyka, ewentualnie każda matka mogłaby zawołać swoje dziecko o 16-stej do domu na obiad, zamiast krzyczeć wychylając się z balkonu (ta wizja jest wątpliwa: dziś moja 9-letnia kuzynka bawiła się swoim samsungiem), wszystkim żyło by się miło i przyjemnie, takie życie z soundtrackiem.
Mógłbym długo tutaj wymieniać, jak fajnie wyglądałaby Polska, gdybym został jej królem (z góry zaznaczam: mam również kilka mocnych pomysłów na wojsko i gospodarkę, także o to się martwić nie należy), ale tworzenie wizji własnego kraju to motyw dobry na poranny papieros i oczekiwanie na autobus po ledwo przespanej nocy. Chciałem powiedzieć jedno. Nazywam się Bartosz Pietrzak, mam 19 lat, 9 marca urodziłem się równiez i ja i do dziś nie zgadzam się na rzeczywistość. Gdy już zostanę królem Polski, zmienię ją na dużo przyjemniejszą.