Japonia nie jest spoko. Ale dlaczego mielibyśmy się dziwić? To nie jest kraj dziwny ze względu tylko na filmiki internetowe, ludzie tam mieszkajacy są bombardowani podobnymi treściami z telewizji! Zacznijmy od klasyki srebrnego ekranu, ukrytej kamery:
Wybaczcie, że tak brzydko na żółto zaznaczone, ale musiałem:
8-10 sierpnia, Mysłowice (10 km od Katowic). Jeszcze teraz można załapać się na karnet za 75 zł (+15 zł za dobę pola namiotowego). Więcej informacji na stronie http://off-festival.pl, ewentualniena stronie eventu na last.fm.
Clinic - gitarowa miazga, Of Montreal - indiepop (bardzo miły), British Sea Power - britpop, Caribou - ? (kojarzy mi się z Doves). Pomijam już całą resztę. Dla tych czterech - jadę tam.
Powiedzmy sobie szczerze: poziom programu Kuby Wojewódzkiego spadł, Szymon Majewski również nie daje rady, niedobrze się dzieje w showpaństwie polskim, następuje globalne ocieplenie, ceny drożeją, następuje zatarcie granic kulturowych, chińczycy ciężko pracują, internet sprzyja szerzeniu się kultu porno, amerykanie są coraz bardziej otyli, gwiazdą muzyczną zostaje kobieta bez zęba, Europa, chiny i rosja budują własne odpowiedniki GPS (była to aluzja do zimnej wojny i takich tam), czytamy coraz mniej książek, wydajemy coraz więcej pieniędzy na pierwszą komunię świętą, Windows Vista nie jest spoko, austriacy okazują się być kolejnym chorym narodem (za niemcami, rosją, chinami i japonią), ludzie w dalszym ciągu kupują w tv markecie itd. czytaj resztę wpisu »
Jak wyczytałem na Electroclash Polska, Klaxons zagrają w październiku (04.10) na łódzkim festiwalu Vena Music Festival. Co więcej, prócz Klaxonsów wystąpią tam Happy Mondays (03.10), tak więc prócz “świezych” new rave’owcow mamy też legendę madchesteru.
Póki co, są to jedyni znani wykonawcy. Wśród sponsorów festiwalu widnieją m.in. Pepsi i Carlsberg, co oznaczać może tyle, że będzie to spore przedsięwzięcie. Z pewnością czekam na resztę line-upu.
Na zakupy na stronie 3trillion.org mamy do wydania 3 biliony dolarów. Chcemy zrobić sobie świętoleśny film? Przekonać ulubionego wykonawcę, żeby nagrał dla nas płytę? Kupić sobie komputer Apple czy cyfrową lustrzankę? Śmiało. Ok, nie myślmy jedynie o sobie - możemy również wybudować szkołę, dać nauczycielom podwyżki czy pomóc podbudować Irak.
Po co to wszystko? Żeby zobaczyć, ile pieniędzy poszło na wojnę w Iraku (i jak trudno jest taką kasę wydać w inny sposób).
(Tak, jestem antywojenny, jeśli chodzi o najazd z powodów finansowych czy “władczych” zapędów jakiegoś idioty).
W pierwszym poście z serii “Japonia NIE jest spoko” zajmiemy się japońskimi rzeczami dziwnymi, odmiennymi. Filmikami, które swoją odmiennością powodują ogromny zgrzyt w głowie.
Nie wierzę, że może to być usprawiedliwione odmiennością kulturową, życiem przez tysiące lat bez kontaktu z kulturą europejską. Wiem za to, że jest to jeden z najdziwniejszych narodów na świecie, a rzeczy, które potrafią oni tworzyć są nie do pomyślenia.
Weźmy na start “tańczącego człowieka noszącego maskę konia gotującego dzikie muchomory” - powala nas sam tytuł!
Początki określenia “meme” sięgają lat siedemdziesiątych, kiedy po raz pierwszy zostało użyte w książce Richarda Dawkinsa “Samolubny gen”. Oznaczał on sposób, w jaki geny się “szerzą”, nie zważając na inne geny, całkowicie na własną rękę. Podobnie jest z internetowymi filmami, które wśród milionów stron internetowych doskonale odnajdują swoje miejsce. Niektóre przypadkiem (Star Wars Kid, około 7 milionów odsłon), inne z kolei wbrew woli autorów (Leave Britney Alone!) niczym zaraza rozprzestrzeniają się na całą kulę ziemską, stanowiąc rozrywkę dla ludu go znajdującego. Program o gotowaniu z regionalnej telewizji w Palatine, IL zyskał sławę dlatego, że prowadził go niepełnosprawny Merrill Howard Kalin. Dzięki temu, że ktoś nagrał na kasecie wideo jego program właśnie teraz, w czasach “globalnej wioski” zyskał status kultowego nagrania, podobnie jak Afro ninja .
Wiele osób czyni z tej “sławy” ważny element swojego życia. Tay Zonday, którego piosenka ““Chocolate rain” ma ponad 21 milionów odsłon, oparł na niej piosenkę “Cherry-chocolate rain” reklamującą napój “Dr Pepper”. Podobna ilość osób zobaczyła filmik Chrisa Crockera, który nakazywał zostawienie w spokoju Britney Spears. Jego ekspresja była miernie naśladowana przez polską pseudogwiazdę Internetu. Jest nią Luntek, który starał się w identyczny sposób bronić Dody. Jednak Polska może poszczycić się innymi zjawiskami, między innymi piosenką o zupie z suchego chleba, smalca, maggi, oraz soli i pieprzu (Wodzionka - zespół FEET), Gracjanem Roztockim, oraz wszelkimi dubbingami znanych i/lub lubianych filmów (Borewicz, DubbingPLSquad) dodającymi niesamowite (i niesamowicie śmieszne) wypowiedzi w usta bohaterów (nieśmiertelne zdjęcie z komunii, lub cytat z filmu “Egzorcyzmy Emily Rose” - “Proszę księdza, czy boli w anal?”). Tworzą one jedyny w swoim rodzaju klimat, dzięki ktoremu mozna do końca obejrzeć do końca nawet tak nudny film jak “Nad Niemnem”. Niestety, gatunek ten został zepsuty przez tworzenie filmików z użyciem programu IVONA. Sprawiło to, że dużo osób zyskało uraz do tego typu produkcji ze względu na odebranie z tych filmów duszy, którą wkładali w nie autorzy dubbingu z użyciem mikrofonu i własnych glosów, dostosowywanych przynajmniej do sytuacji tonem, do czego maszyna nie jest zdolna.
Jednak, jeśli nie ma się ochoty podkładać głosu do stworzonego już materiału filmowego, zawsze można nakręcić własny film. Właśnie tak powstał Zespół Filmowy “SKURCZ”. Autorzy takich hitów jak Dżudo Honor, Zły Szeląg (wykorzystany w teledysku Kazika), niezapomniane “Kobyle caco”, oraz filmy pełnometrażowe: “Bulgarski pościkk”, “Sum tak zwany olimpijczyk”, “Wściekłe Pięści Węża”, “Sarnie żniwo, czyli pokusa statuetkowego szlaku”, oraz po przemianowaniu na “GIT Produkcję, serie filmów animowanych, m.in. “Pod gradobiciem pytań”, “Piesek Leszek”, “Koleś Git”, “Kapitan Bomba”… Na arenie międzynarodowej nie ma się czego wstydzić, z pewnością każdemu krajowi przyda się kilku “pozytywnych świrów” którzy rozbawiliby ludzi w polskiej, smutnej rzeczywistosci.
Wiadomo, że w dobrym kinie akcji chodzi właśnie o akcję. I chociaż budżet czasem nie pozwala na używanie prawdziwych granatów, to wiadomo, że liczą się chęci (a ten, co powiedział, że dobrymi chęciami wybrukowana jest droga do piekła - nie miał racji). Wiadomo przecież, że jeśli się chce, to niekoniecznie trzeba zrobić to idealnie, czego żywym obrazem są panowie na poniższym klipie.
Jak wiadomo blogami zajmują się tylko cioty nie posiadające penisów z “krwi i kości”. W sieci aż roi się od beznadziejnych tekstów, kiepskich poradników i meta blogów, które są w zasadzie nie wiadomo czym. Jednak nie zamierzam się tutaj rozwodzić nad zależnością między skłonnością do pisania blogów a preferencjami seksualnymi. Skupię się na idiotach. Idiota to słowo pochodzenia staro perskiego i pierwotnie oznaczało chłopca zbitego w gołe pośladki, rózgą namoczoną w bejcy. Choć etymologia słowa sięga czasów odległych to niestety zjawisko pojawiania się idiotów jest ciągle świeże i aktualne. Idiotów mamy masę . W telewizji np. każdy kto reklamuje proszek do prania jest idiotą (nawet jeśli jest kobietą) ponieważ reklamowanie proszku samo w sobie jest głupie podobnie jak pisanie bloga o tym jak pisać bloga albo ubieraniu ekstrawaganckich ciuchów dla ekstrawaganckiego wyglądu. Idiotów mamy też w sztuce nowoczesnej i prozie post modernistycznej. Tak naprawdę nie ma już mądrych ludzi takich jak Sokrates czy Atena , która w zasadzie nigdy nie istniała ponieważ nie była postacią realną jak np. kutas z krwi i kości albo erekcja z podniecenia tylko zwyczajnie bytowała jako mit i to w samej świadomości ludzi starożytnej Grecjii. Ale nie o idiotach chcę pisać ani tym bardziej o problemie pornografii w internecie i polskim kościele rzymsko katolickim. Ważniejszym problemem są chlebodawcy, bo to oni dają chleb tobie i twojej rodzinie. Należy im się szacunek jak niegdyś Cesarzom, Królom i książętom gdyż jeśli ktoś swojego pana nie szanuje ten się w piekle z gównem ugotuje.
Amerigo Vespucci, włoski kupiec, nawigator i podróżnik morski
Phoebe Knapp, amerykański kompozytor, autor hymnu Stanów Zjednoczonych
Hugo Koch, holenderski wynalazca, twórca maszyny do szyfrowania Enigma
Stanisław Czajkowski, polski malarz
Wiaczesław Mołotow, radziecki polityk, działacz partyjny, minister spraw zagranicznych
Lechosław Marszałek, polski reżyser filmów animowanych, m.in. serialu Bolek i Lolek
Jurij Gagarin, radziecki kosmonauta, pierwszy człowiek w kosmosie
Bobby Fischer, amerykański szachista, arcymistrz, mistrz świata
a z nowszych (bo Fischer urodził się w 43.) mamy kilka postaci niezbyt znanych, jak i znanych, ale mocno średnio wartych zaznaczenia (typu Kinga Rusin) – i za nimi sami sportowcy. Im młodsi, tym bardziej sportowi. Możemy pobawić się w wyciąganie wniosków i stwierdzić, że w dzisiejszych czasach – aby zostać szybko odnotowanym w kartach historii – najlepiej jest zostać sportowcem. Ja mam większe aspiracje – choć wiem, że szybko to się nie stanie – chciałbym zostać królem Polski.
Nie chodzi jedynie o płaszcz królewski, tron królewski, berło królewskie, pałac królewski, uczty królewskie, o nie.
King in the castle, king in the castle!
I have a chair, I have a chair!
Go do this, go do this, king in the castle!
Nie chcę też władzy. W zasadzie nie chcę władzy w ogóle. Władza jest o tyle kiepska, że zabiera całą esencję z kierowania ludźmi – bo zamiast widzieć, jak ludzie zaczynają rozumieć, jak sami pchają się do przodu przy okazji napędzając wszystko dookoła – widzimy ludzi, którzy robią pod przymusem.
Robić pod przymusem bardzo nie lubię, dlatego chciałbym zostać królem. Jak mówi stosunkowo świeże powiedzonko, “zajebisty jak król“, król jest zajebisty, a skoro jest zajebisty, to nie ma nikogo ponad nim -> królowi nikt nie rozkazuje, król nie musi robić pod przymusem. Do tego mógłbym robić to, co bardzo lubię robić, czyli tworzyć zupełnie bezużyteczne idee, jak np. myślenie o tym, co bym robił, gdybym był królem Polski – z tą drobną różnicą, że król może w zasadzie bardzo wiele, jeśli nie wszystko (zważając na dzisiejszą rolę Boga w życiu człowieka – to raczej wszystko), a co za tym idzie – mógłbym te idee urzeczywistniać. I wtedy powstawałyby dwudziestogodzinne filmy o papieżu, Jezusie, końcu świata i Billu Cosbym jako “głównym złym”. Na każdej ulicy zostałyby zamontowane głośniki – orwellowsko trochę, co? nie do końca, bo – i leciałaby z nich muzyka miła, przyjemna, i tylko w zasadzie muzyka, ewentualnie każda matka mogłaby zawołać swoje dziecko o 16-stej do domu na obiad, zamiast krzyczeć wychylając się z balkonu (ta wizja jest wątpliwa: dziś moja 9-letnia kuzynka bawiła się swoim samsungiem), wszystkim żyło by się miło i przyjemnie, takie życie z soundtrackiem.
Mógłbym długo tutaj wymieniać, jak fajnie wyglądałaby Polska, gdybym został jej królem (z góry zaznaczam: mam również kilka mocnych pomysłów na wojsko i gospodarkę, także o to się martwić nie należy), ale tworzenie wizji własnego kraju to motyw dobry na poranny papieros i oczekiwanie na autobus po ledwo przespanej nocy. Chciałem powiedzieć jedno. Nazywam się Bartosz Pietrzak, mam 19 lat, 9 marca urodziłem się równiez i ja i do dziś nie zgadzam się na rzeczywistość. Gdy już zostanę królem Polski, zmienię ją na dużo przyjemniejszą.